Jak nabrałam pokory do pracy z ciałem

Poszukująca psychoterapeutka, dla której rozmowa z pacjentem to za mało. By pomagać skuteczniej, sięga do terapii traumy, prenatalnej i okołoporodowej, czyli pomaga otwierać i przetwarzać bank pamięci naszego ciała.
Rozmowa z JUSTYNĄ PRUCNAL* psycholożką i psychoterapeutką, doulą, praktyczką MA-URI.

 

Monika Zakrzewska – Blauth: Dlaczego nie jesteś tradycyjną psychoterapeutką, która siedzi na fotelu i rozmawia z pacjentem o jego życiu?
Justyna Prucnal:
Tak też bywa. Przez lata pracowałam wyłącznie w nurcie psychoterapii psychodynamicznej. To świetna terapia, ale przyszedł moment, kiedy poczułam, że nie wystarcza.

To znaczy?
Miałam pacjentkę, młodą matkę, która jako pasażerka uczestniczyła w wypadku samochodowym. Z powodu kontuzji kręgosłupa była unieruchomiona przez miesiąc w łóżku. Zaczęłam do niej jeździć do domu. Początkowo myślałam, że to będzie zwykła interwencja terapeutyczna. Pacjentka cały czas była skoncentrowana na objawach z ciała, na lęku przed powtórną jazdą samochodem, na koszmarach sennych.

Brzmi jak objawy po traumie.
Tak też było. Działałam wszystkimi dostępnymi mi technikami, ale pacjentka cały czas była zanurzona w swoich objawach. Nie można było pójść do przodu i analizować jej sytuacji życiowej, jak sobie poradzi z dzieckiem, relacji z matką, która musiała się do niej przeprowadzić, czyli tym wszystkim czym zajmuje się psychoterapia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zakres moich możliwości jest ograniczony. Pojawił się moment pokory. Wiem, że nie mogę jej w pełni pomóc.

I co wtedy zrobiłaś?
Zaczęłam szukać terapeutów traumy. Okazało się, że w Bydgoszczy, gdzie mieszkam i pracuję, nie było nikogo takiego. Poczułam bezradność. Nie jestem w stanie udzielić tej młodej matce pełnej pomocy, adekwatnej do jej potrzeb. Nie mogę jej odesłać do innego specjalisty. Mogłam jej dać tyle wsparcia, ile na tamten czas było w mojej mocy. Zdałam sobie też nieodwracalnie sprawę z tego, że to był moment przełomowy w moim postrzeganiu pracy z pacjentami. Przeszłam coś, co mogę nazwać dziś inicjacją w pracy z ciałem. Zaczęłam szukać techniki, która nauczy mnie pomagać ludziom po traumie.

I co znalazłaś?
Znalazłam terapię EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing). Wzięłam udział w pierwszych szkoleniach tej metody w Polsce, bo była to wówczas u nas zupełnie nowa terapia. Jej zasady opracowała amerykańska psycholog kliniczna dr Francine Shapiro. Pierwsze publikacje medyczne dotyczące EMDR pojawiły się już w 1989 r. Od tego czasu przeprowadzono wiele badań, które potwierdziły dużą skuteczność tej metody. Jest rekomendowana przez Światową Organizację Zdrowia, obok terapii poznawczo-behawioralnej, jako najskuteczniejsza przy pracy po traumatycznych zdarzeniach. Zwłaszcza w leczeniu pacjentów cierpiących na zespół stresu pourazowego.

Na czym polega terapia EMDR?
Najczęściej tłumaczona jest na język polski jako terapia odwrażliwiania i ponownego przetworzenia informacji za pomocą ruchu gałek ocznych. Jest ustrukturalizowaną metodą, łączącą w sobie elementy wielu nurtów psychoterapeutycznych. Jednak tym, co ją od nich odróżnia jest jej podejście neurofizjologiczne. Dr Francine Shapiro odkryła, iż szybkie i powtarzające się poziome ruchy oczami (jak w fazie REM podczas snu) wpływają na obniżenie poziomu lęku doświadczanego przez osoby, które wcześniej przeżyły tragiczne, traumatyczne wydarzenie.

Dlaczego tak się dzieje?
Dawne, niepokojące wspomnienia mogą być przechowywane w mózgu w odosobnieniu. Są zamknięte w systemie nerwowym wraz z oryginalnymi obrazami, dźwiękami, myślami i uczuciami. Dawny, niepokojący materiał jest wciąż uruchamiany. Uniemożliwia to uczenie się czy leczenie. W innej części mózgu znajduje się już większość informacji potrzebnych do rozwiązania tego problemu, ale te dwie części nie mogą się po prostu połączyć.

EMDR łączy te dwa obszary?
Tak i nowe informacje mogą przychodzić do umysłu umożliwiając rozwiązanie starych problemów.
Obecnie, po ponad dwudziestu latach doświadczeń, coraz częściej tłumaczy się ową redukcję lęku jako efekt naprzemiennej stymulacji mózgu, który można osiągnąć zarówno za pomocą ruchu gałek ocznych, jak i naprzemiennego dotyku lub stymulacji dźwiękowej.

Czyli w podłożu tej metody jest nie tylko psychologia, ale neurofizjologia?
W skrócie chodzi o to, że traumatyczne zdarzenia zapisują się w naszym mózgu, a dokładnie w ciele migdałowatym i zostają tam jakby zamrożone. Z tego powodu nie może dojść do adaptacyjnego przetworzenia informacji, co zwykle ma miejsce w normalnych sytuacjach. Jeśli jednak dochodzi do tak zwanego stresu transmarginalnego organizm działa instynktownie z powodu braku czasu. U niektórych osób po takim wstrząsającym zdarzeniu niestety nie dochodzi do przetworzenia informacji, bo brakuje połączenia z odpowiedzialnym za ten proces hipokampem. I bywa, że ludzie mają w rezultacie intensywne stany emocjonalne, objawy somatyczne, które uaktywniają się przy jakiś sytuacjach często przypominających tamto zdarzenie. Mogą też mieć na przykład tak zwane flashbacki, czyli pojawiające się obrazy z wrażeniem, jak by traumatyczna sytuacja miała miejsce tu i teraz.

Jak wygląda taka sesja pracy z traumą?
W dużej mierze to praca psychologiczna, ale też praca z ciałem. Ważnym jej elementem jest stymulacja bilateralna (naprzemienna). Można ją wykonywać na przykład przez naprzemienny ruch gałek ocznych. Dzięki wodzeniu wzrokiem za dłonią terapeuty następuje aktywacja informacji, a następnie połączenie między wspomnianymi już wcześniej ośrodkami mózgu odpowiedzialnymi za adaptacyjne przetworzenie informacji. Uruchomiony zostaje również do proces odczulenia obszaru w mózgu odpowiedzialnego za traumę. Zamiast ruchów gałek ocznych można zastosować także naprzemienną stymulację dotykową na przykład ramion lub też grzbietów dłoni. Może być też stymulacja słuchowa i wtedy pacjent ma słuchawki, w których słyszy naprzemienne dźwięki.

Wygląda na nieskomplikowane. Jak to działa?
Naprzemienna stymulacja to nie wszystko. Między ok. 25 sekundowymi setami terapeuta dopytuje o emocje, myśli, obrazy wewnętrzne, doznania cielesne, których doświadcza pacjent i wtedy też pojawiają się zupełnie nowe refleksje. W ogóle zanim zaczynamy stymulację musimy odpowiednio przygotować go do takiej pracy. Przede wszystkim uczymy, jak się relaksować i jak radzić sobie ze stresem między sesjami. Terapia ta również bazuje na zasobach pacjenta i zanim zaczniemy zasadniczą pracę, pomagamy mu w odnalezieniu ich i umiejętności wykorzystania w różnych sytuacjach. W metodzie EMDR też w dużym stopniu pracujemy nad przeformułowaniem przekonań, a zwłaszcza na redukcji irracjonalnych negatywnych przekonań o sobie, które najczęściej są jednym z symptomów traumy.

I już? Człowiek jest uzdrowiony?
To jest proces, ale przebiega on znacząco szybciej niż w tradycyjnej psychoterapii, bez pracy z ciałem. Często pacjenci zaczynają mówić głośno o swoich przekonaniach – i co było dla mnie osobiście dużym zaskoczeniem – dosyć szybko zaczynają je zmieniać. Trauma zwykle powoduje, że tworzą się irracjonalne negatywne przekonania o sobie, na przykład „to ja zawiniłam, bo nie zapobiegłam jakiemuś wypadkowi”. Nieważne, że ta osoba była tylko świadkiem. Po traumie często pojawia się takie przekonanie. Pacjent surowo obwinia siebie. Jego życie osobiste staje się ubogie, ma problemy w relacjach, staje się często wrakiem człowieka.
A tu się okazuje, że podczas EMDR zaczyna zmieniać przekonania. Mówi głośno „Przecież nie mogłam zapobiec temu, że ojciec bił matkę, byłam tylko dzieckiem”. A ona jako 30 letnia kobieta żyła w przekonaniu, że mogła coś zrobić. I w czasie tej terapii to się zmienia.

Brzmi łatwo.
Na pewno ta terapia jest krótsza niż inne. Nie wymaga wielu lat pracy. Szybko następuje redukcja objawów somatycznych i innych przykrych symptomów. Czasem jednak okazuje się, że trauma jest złożona. Osoba przychodzi po wypadku i podczas wywiadu wstępnego widzimy, że tak naprawdę to był szereg różnych traumatycznych wydarzeń począwszy od dzieciństwa. Wtedy najlepiej zająć się tym najwcześniejszym zdarzeniem. Z psychotraumatologii wiemy, że te pierwsze wydarzenia traumatyczne są czymś w rodzaju kamienia węgielnego dla kolejnych. Może to zabrzmi szokująco, ale gdyby osoba dostała wsparcie wcześniej, to można by zapobiec kolejnym traumom.

EMDR nie jest jedyną metodą pracy z ciałem, którą jako terapeutka stosujesz. Co jeszcze?
Nigdy nie miałam w sobie zgody na to, że psychoterapia czy psychologia rozpatrują człowieka dopiero od narodzin. A co było wcześniej? Moje doświadczenia towarzyszenia kobietom w ciąży i przy narodzinach pokazywały mi, że zanim człowiek się urodził, już był w relacji z matką, otoczeniem, doświadczał różnych bodźców i to wszystko wpływało na niego.

A na podstawie czego miałaś takie przekonanie?
Intuicyjnie podczas towarzyszenia parom w trakcie ciąży zachęcałam ich do nawiązywania kontaktu emocjonalnego i fizycznego z dzieckiem. Zgłębiałam psychologię prenatalną. Nauka potrafi już udowodnić, że chociażby drogą neurohormonalną dziecko w łonie otrzymuje od nas emocje. Zachęcałam ludzi do tego kontaktu. Byłam głęboko przekonana, że tak się dzieje. Nie mogłam się pogodzić z tym, że prowadząc psychoterapię nie rozpatruję tego okresu. To przecież 9 miesięcy doświadczeń. Nie miałam jednak narzędzi. Nie możemy dotrzeć do tych pamięci i o tym rozmawiać, bo przecież nikt tego świadomie nie pamięta. Szukałam terapii, która da mi takie narzędzia. Znalazłam Psychoterapię Prenatalną i Okołoporodową według konceptu psychoterapeutki Barbary Jakel, Polki z pochodzenia zamieszkującej na stałe we Wiedniu. Szkoliłam się w tym paradygmacie i sama przeszłam ten proces terapeutyczny. To była praca z ciałem.

Na czym ona polega?
Nie dotykamy pacjenta, ale stosujemy techniki medytacji, introspekcji, specjalny rodzaj oddychania, też arteterapię (rysunki) oraz analizę snów, w których pojawia się symbolika prenatalna i okołoporodowa. A wiesz, że takie symbole można znaleźć w dziełach sztuki? Najbardziej chyba znanymi pracami są grafiki Hansa Rudolfa Gigera , na podstawie których powstała postać filmowego Obcego z filmów Ridley’a Scotta. Czysta symbolika prenatalna. Ciekawe przy okazji, czy Giger narodził się poprzez cesarskie cięcie, bo wszystko na to wskazuje. Podobno już jako dziecko fascynowały go mrok we wszelkiej postaci i sztuka zajmująca się śmiercią, co z czasem zaczął uwidaczniać w coraz bardziej rozwiniętych malunkach i rzeźbach. Z różnych źródeł wiemy, że tworzenie służyło Gigerowi jako terapia dająca wytchnienie od trudnych emocji i lęków. Niestety w maju 2014 roku zginął śmiercią tragiczną na skutek obrażeń odniesionych po upadku ze schodów, co tylko pokazuje nam traumatyczną ścieżkę życia tego fascynującego artysty.

Powiedziałaś, że sama przeszłaś taką terapię. Co z niej wyniosłaś?
Przekonałam się na własnym doświadczeniu, że fakt, że czegoś nie pamiętamy wcale nie oznacza, że to nie miało miejsca. Jeśli w odpowiedni sposób otworzymy bank pamięci naszego ciała z naszymi wszystkimi prewerbalnymi doświadczeniami, to okazuje się, że on istnieje. Mniej więcej do 3 roku życia nie mamy wspomnień autobiograficznych (hipokamp jest jeszcze niedojrzały), ale mamy zapisane w ciele to, czego doświadczyliśmy. Mamy to też zapisane w mózgu. Ciało migdałowate koduje pamięć tych wszystkich wczesnych doświadczeń. Okazuje się, że w chwili narodzin ta część mózgu jest już w pełni ukształtowana. Jeżeli wczesne doświadczenia były dla nas zbyt trudne, to następuje ich zamrożenie. Jeżeli w drodze terapii w umiejętny sposób dotrzemy do tej traumy i odblokujemy ją, to nastąpi jej zdrowe, adaptacyjne przetworzenie. W wyniku terapii wyzbywasz się lęku przed śmiercią i dzięki temu przestajesz żyć strategią przetrwania. W zamian za to z radością zaczynasz pragnąć doświadczać pełni życia! Efektem też jest możliwość skontaktowania się z naszym tak zwanym potencjałem pretraumatycznym.

Czyli z czym?
Z zasobami i darami w jakie zostaliśmy wyposażeni. Możemy się z tym w pełni skontaktować i zobaczyć do czego zostaliśmy stworzeni. Mnie osobiście terapia prenatalna podprowadziła do MA-URI i jestem jej za to bardzo wdzięczna.

To bardzo pocieszające i budujące. Aż trudno uwierzyć, że w Polsce terapia prenatalna nie jest powszechnie znana.
Inaczej jest już za naszą zachodnią granicą. W Niemczech oraz Austrii na przykład terapie pracy z ciałem oraz psychoterapia ciała są bardziej popularne. Na świecie oraz w Polsce terapeuci stosują różne narzędzia przy pracy z okresem prenatalnym, miedzy innymi terapię holotropową Grofa, terapię Janova, metodę Rebirthingu oraz warsztaty Birth Into Being wg metody Eleny Tonetti – Vladimirovej. Nie doświadczyłam tych metod osobiście, jednak wiem, że niektóre z nich bazują głównie na odreagowaniu, czyli efekcie katharsis traumy, a niestety to nie wystarczy. Jak wcześniej wyjaśniłam musi dojść do przetworzenia informacji i zmiany przekonań oraz wzorców, a to jest proces i nie wystarczą weekendowe warsztaty. Zwłaszcza psychoterapia tych wczesnych doświadczeń wymaga też stworzenia akceptującej, bezpiecznej i empatycznej relacji terapeutycznej.

Wiem, że Twoja praca jest jeszcze bardziej wielopłaszczyznowa.
Trening MA-URI dodał mi odwagi w pracy z ludźmi i sięgam teraz do bardziej niekonwencjonalnych – jak na psychoterapeutkę – działań także na płaszczyźnie duchowej.
Miałam pacjentkę, która w krótkim czasie doświadczyła trzech poronień. Zaproponowałam jej po pewnym czasie przeprowadzenie rytuału pożegnania dzieci. I kiedy przyszła na następną sesję powiedziała „nie zdawałam sobie sprawy, że po tym co zrobiłyśmy, poczuję taki spokój.”
Inna pacjentka, po kilku miesiącach terapii wyznała mi, że 20 lat wcześniej miała dwie aborcje. Poczułam, że jej problemy z objawami psychosomatycznymi, rozbitym małżeństwem i wieloma innymi dysfunkcjami, są związane z tamtymi wydarzeniami sprzed tylu lat. Wiedziałam, że nie wystarczy rozmawiać o emocjach i intelektualnie analizować co się stało. Trzeba włączyć sferę duchową. Pożegnać te dzieci, bo z rozmowy wynikało, że nie odbierała ich jako zlepka komórek, a jak żywe istoty. Ona autentycznie odczuła utratę dzieci. Stworzyłyśmy rytuał, podczas którego mogła wreszcie je pożegnać. Otwarcie się również na takie narzędzia bardzo wzbogaciło mój warsztat pracy.

Rozumiem, że nie każdemu możesz je zaproponować?
Nie miałam takiej sytuacji, że widziałabym jakąś metodę do zastosowania u pacjenta, a on by jej nie chciał. W psychoterapii mówi się, że trafiają do nas te osoby, które mają trafić. Każdy w czymś się specjalizuje, każdy jest do czegoś powołany.

*  Justyna Prucnal – psycholożka, psychoterapeutka, pedagog, doula i praktyczka MA-URI. Przez ostatnie kilkanaście lat prowadziła Centrum Zdrowia Psychicznego oraz Profilaktyki i Wspierania Rozwoju HEAL w Bydgoszczy, gdzie również utworzyła Szkołę Łagodnego Rodzenia. Aktualnie przenosi praktykę  do Londynu.
www.ma-uri-heal.pl
www.heal.pl
www.lagodnerodzenie.pl

 

 

No Comments

Post a Comment